Kwiecień. Po Wielkanocy. Teoretycznie moment, kiedy wszystko powinno już iść w dobrą stronę – dni są dłuższe, słońce pojawia się coraz częściej, a człowiek zaczyna planować kolejne prace na działce z większym spokojem. Rośliny ruszają, pojawiają się pierwsze liście, pąki, w powietrzu czuć, że coś się zaczyna. I właśnie wtedy przychodzi prognoza, która trochę sprowadza na ziemię – przymrozki😱. Nie gdzieś daleko, nie „może”, tylko konkretne noce z temperaturą poniżej zera. To moment, w którym widać bardzo wyraźnie, że natura ma swój rytm i nie zawsze idzie on w parze z naszymi oczekiwaniami.
🤝 Razem, zanim zrobi się zimno
Na działce widać to najlepiej. Brzoskwinie, nektarynki, winogrona – wszystko już zaczęło żyć, wszystko jakby uwierzyło, że wiosna przyszła na dobre. A to właśnie ten etap jest najbardziej delikatny. Jedna zimna noc może cofnąć wiele tygodni pracy i oczekiwania. Dlatego nie było długiego zastanawiania się. Po prostu zebraliśmy się z wolontariuszami i pojechaliśmy na działkę naszej Fundacji, żeby zdążyć zanim zrobi się naprawdę zimno. Bez wielkich przygotowań, bez planów rozpisanych na kartce – każdy wiedział, co trzeba zrobić. Rozkładanie włókniny, poprawianie osłon, wiązanie, sprawdzanie, czy wszystko się trzyma mimo wiatru. Proste rzeczy, ale robione razem nabierają zupełnie innego znaczenia.
To nie był obrazek z katalogu. Drzewa owinięte materiałem, konstrukcje trochę krzywe, coś się porusza na wietrze, coś trzeba poprawić drugi raz. Widać, że to jest etap „pomiędzy” – jeszcze nie ogród, ale już nie dzika przestrzeń. I może właśnie ten moment jest najważniejszy, choć najmniej efektowny. Bo to tutaj podejmuje się decyzje, czy coś przetrwa, czy nie. To tutaj zaczyna się odpowiedzialność za to, co się zasadziło.
🫐 Mały gest, który zostaje na dłużej
W tym wszystkim wydarzyła się też druga, zupełnie inna rzecz, spokojniejsza, ale bardzo znacząca. Dostaliśmy sadzonki borówki amerykańskiej od naszych przyjaciół z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. To był taki moment, który na chwilę zatrzymuje. Bo nagle okazuje się, że to, co robimy, nie jest tylko naszym działaniem gdzieś na uboczu. Ktoś to widzi, ktoś chce dołożyć swoją cegiełkę, ktoś daje coś, co będzie rosło przez kolejne lata. Nie było wielkich słów, nie było ceremonii – po prostu wsadziliśmy je do ziemi. Tak jak wszystko inne na tej działce, bez zbędnego patosu, ale z poczuciem, że to ma sens.
Te małe krzewy dziś jeszcze niewiele zmieniają. Są niepozorne, łatwo je przeoczyć, nie przyciągają uwagi. Ale dokładnie tak zaczyna się każda większa zmiana. Z czasem pojawią się owoce, więcej zieleni, więcej życia. I to jest chyba najciekawsze w całym tym procesie – że efekty nie przychodzą od razu, ale budują się powoli, warstwa po warstwie. Tak samo jak ta działka.
Projekt EKOWolontariat – Myśl globalnie, działaj lokalnie nie polega na tym, żeby stworzyć idealne miejsce. Nie chodzi o to, żeby wszystko było równe, zaplanowane i przewidywalne. Chodzi raczej o to, żeby wziąć odpowiedzialność za konkretny kawałek ziemi i za to, co się na nim dzieje. Za decyzje, które podejmujemy, za rośliny, które sadzimy, za to, czy wrócimy wieczorem okryć drzewa, kiedy prognoza pokazuje spadek temperatury. Bo te wszystkie „małe” działania, które z zewnątrz mogą wyglądać niepozornie, w rzeczywistości tworzą coś dużo większego.
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o perfekcję, nie o szybkie efekty, ale o obecność w odpowiednim momencie. O to, żeby być tam, kiedy trzeba – kiedy przychodzi mróz, kiedy coś zaczyna rosnąć, kiedy ktoś podaje dalej coś dobrego. Wiosna nie zawsze przychodzi od razu. Czasem trzeba jej trochę pomóc.












.png)




.png)
.png)
.png)

.png)
.png)
.png)
.png)
%20(72%C3%9717%20in)%20(72%C3%9719%20in)%20(5).png)


%20(2).png)

.png)
